wtorek, 13 października 2015

Historia Klementynki! 3



Witam Serdecznie!
                W tym poście będę kontynuować  historię Klementyny. Z jej wcześniejszymi losami możecie się zapoznać w dwóch poprzednich postach. Zachęcam do lektury.
                Klementyna sama cały czas pracowała, miała więc swoje pieniądze. Rachunki były opłacone, a mimo to ciągle narzekała, że nie ma za co dzieci nakarmić. Tadek polecił synowi dawanie żonie dodatkowo pewnej puli pieniędzy co oczywiście nie zadowoliło jej tak jak wcześniejszy układ. Ta sytuacja sprawiła, ze Tadek szybko uzbierał większą pulę pieniędzy. Gdy żona gospodarowała tym kontem taka sytuacja nie miała miejsca.
                W małżeństwie pojawiały się różne spory nie tylko o pieniądze i pracę Tadka. Kłócili się nawet o to, kto jest winien choroby najmłodszego syna. Powody kłótni były różne, ale mimo to docelowo zawsze wszystko jakoś rozchodziło się po kościach. Na pewno pomagał w tym fakt, że jego więcej w domu nie było, niż był.
                Gdy dzieci dorosły najstarszy syn wyjechał z dziewczyną za granicę. Parę lat później pobrali się i urodziły się im bliźniaki. Młodszy syn również się ożenił i miał synka. Tylko średni syn został w domu rodzinnym, gdyż nie założył jeszcze rodziny.
                Klementyna po śmierci taty odziedziczyła dom na wsi, który przez wiele lat służył rodzinie jako działka wakacyjna. Przez lata jednak Tadek inwestował w ten dom, by mogli w nim zamieszkać po przejściu na emeryturę. Na to też Tadek odkładał pieniądze. Gdy więc przyszedł ten upragniony i wyczekany czas odpoczynku od pracy zawodowej małżeństwo zamieszkało na wsi cisząc się jej urokami. Często też odwiedzały ich dzieci z wnukami, co cieszyło ich jeszcze bardziej.
                Jeśli podobają Wam się historie podobne do tej zachęcam do czytania mojego bloga. Pojawią się na nim podobne historie oraz tematy, które są nam bliskie. W oczekiwaniu na kolejne publikację zachęcam do  zabaw integracyjnych ze znajomymi lub dziećmi.  Polecam gry „Kalejdoskop 50 gier” lub „5 sekund” z wersją dla najmłodszych „5 sekund Junior”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz